O autorze
Niegdyś szalona reporterka radiowa, która tresowała tygrysy, biegała po mieście za zagubionymi łosiami i latała szybowcem. Obecnie, podobno niezmiennie szalona – bo kto dziś decyduje się na tak dużą rodzinę, jak nie szaleńcy – żona jednego męża i mama pięciorga dzieci. Z wykształcenia etyk, z zamiłowania redaktor. Obala mity związane z macierzyństwem, zawsze chętnie dowartościowuje pracę kobiet w domu, działa na rzecz rodziny.

O prawdziwych źródłach przemocy słów kilka

Konwencja o zapobieganiu i przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej to dokument zły i niepotrzebny. Oprócz zamętu terminologicznego i feministyczno-genderowej ideologii przemycanej pod płaszczykiem walki z przemocą tak naprawdę niewiele wnosi do faktycznej dyskusji na temat zjawiska przemocy domowej. Nie ma w nim też nic na temat prawdziwych źródeł przemocy, a tymi nie są bynajmniej stereotypowe role płciowe, tradycja czy religia, a przede wszystkim alkoholizm, pornografia, pornografizacja świadomości i wreszcie zgoda na coraz większą brutalizację życia społecznego.

Nikt nie ma wątpliwości, że ofiary przemocy powinny otrzymać należną pomoc, a sprawcy – ponieść sprawiedliwą karę. Nikt przy zdrowych zmysłach nie uważa, że przemoc jest czymś dobrym. Nie, przemoc to przestępstwo i należy z nią walczyć, edukować społeczeństwo, uczulać na to zjawisko pracowników socjalnych, nauczycieli, pedagogów, policjantów i wszystkich, którym leży na sercu dobro ofiar (nie tylko kobiet, bo jak się okazuje, ofiarami przemocy domowej jest 14 procent mężczyzn i aż 19 procent dzieci).



Jeśli ratyfikacja dokumentu Rady Europy jest niezbędna, czy to oznacza, że do tej pory nikt w Polsce ofiarami przemocy się nie interesował? Czy wszelkie programy antyprzemocowe były jedynie na papierze, który zasili skład makulatury, tudzież biurowe niszczarki, czy faktycznie były realizowane? Stawiam te pytania, bo jeśli do tej pory polskie prawo nie było respektowane, to niby co takiego ma zmienić konwencja? Czy zdaniem jej zwolenników z sama jej ratyfikacji wynikać będzie zmiana postawy osób odpowiedzialnych za walkę z przemocą? A przecież to od nich zależy, czy prawo, które już w Polsce funkcjonuje, było i będzie respektowane.

Cele Konwencji, zgodnie z jej założeniami, to: zapobieganie przemocy wobec kobiet, ochrona ofiar oraz ściganie jej sprawców. O ile cele same w sobie są słuszne, to nie do przyjęcia jest ich umieszczenie w kontekście ideologicznym, a także uzupełnienie jej ideologicznymi zapisami. Konwencja Rady Europy źródła przemocy w rodzinie upatruje w zasadzie jedynie w biologicznej i kulturowej różnicy między kobietami a mężczyznami, określanej mianem „nierówności”. „Przemoc wobec kobiet jest przejawem nierównych stosunków władzy pomiędzy kobietami a mężczyznami na przestrzeni wieków, które doprowadziły do dominacji mężczyzn i dyskryminacji kobiet, a także uniemożliwiły pełne usamodzielnienie się kobiet” – możemy przeczytać w dokumencie, który opisuje relacje rodzinne kategoriami żywcem wyjętymi z marksizmu-leninizmu.

Małżeństwo czy relacje męsko-damskie, to według jego autorów, relacje władzy, dominacji i dyskryminacji. Nie wiem, w jakich związkach żyją autorzy dokumentu, ale związki moje i moich przyjaciół nie są oparte na dominacji, dyskryminacji czy władzy, ale na miłości.

Inny cytat, tym razem genderowy. „Strukturalny charakter przemocy jest uwarunkowany płcią społeczno-kulturową (gender) oraz faktem, że przemoc wobec kobiet stanowi jeden z podstawowych mechanizmów społecznych, za pomocą którego kobiety są utrzymywane w stosunku podległości wobec mężczyzn”. Skąd takie wnioski? Odpowiedź jest prosta: z ideologii gender, a nie z badań, bo te wskazują zupełnie inne źródła przemocy. Ale z fałszywej przesłanki wyprowadza się całkiem poważne pomysły walki z przemocą, a są nimi: zmiany w społecznych i kulturowych wzorcach zachowań kobiet i mężczyzn w celu „wykorzenienia uprzedzeń, zwyczajów, tradycji oraz innych praktyk opartych na idei niższości kobiet”. I to, dodajmy, na każdym etapie edukacji.

Tyle, że to wcale nie „wzorce zachowań kobiet i mężczyzn”, ani nie tradycja czy religia są głównymi przyczynami przemocy. Tych trzeba szukać zupełnie gdzie indziej. Pierwszą, a wynika to z policyjnych statystyk, przyczyną przemocy jest alkohol. Z danych Komendy Głównej Policji wynika, że tylko w 2014 roku ogólna liczba osób podejrzewanych o przemoc wynosiła 78 489 osób, z czego 50 073 osoby w chwili krzywdzenia swoich najbliższych były pod wpływem alkoholu. Rok wcześniej stosunek ten wynosił 61 450 podejrzanych o przemoc, z czego 37 650 osób było pod wpływem alkoholu (dane te dotyczą działań podjętych w procedurze „Niebieskiej Karty” wyłącznie przez policję).

Z badań prowadzonych chociażby przez Państwową Agencję Rozwiązywania Problemów Alkoholowych wynika, że prawdopodobieństwo wystąpienia przemocy w rodzinie z problemem alkoholowym jest dwukrotnie większe niż w rodzinach, w których problem ten nie występuje. Z kolei z badań przeprowadzonych przez dr D. Rode na grupie mężczyzn skazanych za znęcanie się nad rodziną (art. 207 kk), (Psychologiczne uwarunkowania przemocy w rodzinie), dostępnych na stronie PARPA, wynika, że „18% to osoby, u których zdiagnozowano uzależnienie od alkoholu, a 38% to osoby nadużywające alkoholu”.

Istotnym źródłem przemocy, szczególnie seksualnej, wobec kobiet jest pornografia i pornografizacja naszej kultury. Filmy, teledyski, strony internetowe promują obraz kobiety zawsze chętnej i gotowej, a także otwartej na rozmaite działania seksualne, także związane z przemocą. Jak podaje feministka Gail Dines w znakomitym „Pornolandzie” „większość scen z pięćdziesięciu najchętniej wypożyczanych filmów pornograficznych pokazywała nie tylko fizyczne, ale i werbalne znęcanie się nad występującymi w nich kobietami”. 88 procent scen zawierało m.in. „klapsy, policzkowanie z otwartej ręki, dławienie penisem”. I niestety nie jest tak, że te obrazy pozostają tylko w głowie oglądającego.

Młode Amerykanki przyznają, że „mężczyźni, z którymi się wiążą, oczekują od nich seksu, który podpatrzyli w pornografii: anonimowego, pozbawionego więzi i intymności. Gdy go nie dostają, porzucają je i szukają kolejnej partnerki, ponieważ w kulturze porno każda kobieta jest praktycznie taka sama, dopóki, do jakiegoś stopnia, odpowiada przyjętym konwencjom i standardom atrakcyjności” – wskazuje Dines.

Pornografia, co pokazują twarde badania, cytowane przez Stowarzyszenie Twoja Sprawa (W. L. Marshall, The Use of Sexually Explicit Stimuli by Rapists, Child Molesters, and Nonoffenders, “The Journal of Sex Research”, 1988, 25, s. 279) jest ściśle skorelowana z przestępstwami seksualnymi. „Co trzeci przestępca seksualny (33% heteroseksualnych i 39% homoseksualnych osób molestujących seksualnie dzieci oraz 33% gwałcicieli) oglądał twardą pornografię w okresie dorastania, a co drugi przestępca seksualny (67% heteroseksualnych i homoseksualnych osób molestujących dzieci oraz aż 83% gwałcicieli) ogląda pornografię w okresie dorosłym” – można przeczytać w raporcie „Chrońmy dzieci przed pornobiznesem”. I jest to realne źródło przemocy. Tylec że konwencja o nim milczy.

Tak jak milczy o tym, że istotnym źródłem przemocy seksualnej wobec kobiet jest wytworzony przez pigułkę antykoncepcyjną model nieodpowiedzialnego seksu. Jak wskazuje Mary Eberstadt w książce „Adam i Eve after the Pill. Paradoxes of the Sexual Revolution” to właśnie antykoncepcja i aborcja wyzwoliły mężczyzn od ról męża i ojca, które są drogą dojrzewania dla męskiej części ludzkości. W efekcie ukształtowała model wiecznych chłopców, Piotrusiów Panów, którzy nie panują nad własnymi emocjami czy potrzebami, bo pigułka i pornografia nauczyły ich, że nie muszą.

Dojrzały mężczyzna wie, że czasem warto czekać, że czasem trzeba się powstrzymać, umie panować nad emocjami i rozwiązywać konflikty na innej drodze niż przemoc. Wieczny chłopiec tego nie umie, a współczesna kultura nie próbuje z tym modelem walczyć.

Ale o tych problemach Konwencja milczy. I choćby to pokazuje, że jej autorom wcale nie chodzi o walkę z przemocą, a o to, by walczyć z religią, rodziną i tradycją. Tyle że człowiek wyjęty z ram religii i tradycji, pozbawiony silnej rodziny będzie o wiele bardziej podatny na działanie genderowych inżynierów społecznych. Szczególnie, gdy wychowa się go w przekonaniu, że jego potrzeby są najważniejsze, a pornografia jest modelem zachowań międzyludzkich.
Trwa ładowanie komentarzy...