O autorze
Niegdyś szalona reporterka radiowa, która tresowała tygrysy, biegała po mieście za zagubionymi łosiami i latała szybowcem. Obecnie, podobno niezmiennie szalona – bo kto dziś decyduje się na tak dużą rodzinę, jak nie szaleńcy – żona jednego męża i mama pięciorga dzieci. Z wykształcenia etyk, z zamiłowania redaktor. Obala mity związane z macierzyństwem, zawsze chętnie dowartościowuje pracę kobiet w domu, działa na rzecz rodziny.

Bolesna prawda o utraconym macierzyństwie

Mocno, w kilku żołnierskich słowach. Tak można scharakteryzować przekaz najnowszej kampanii Fundacji Mamy i Taty. Kampania mówi o macierzyństwie. I uderza w czuły punkt.



Fundacja Mamy i Taty nie owija w bawełnę. O wartości, jaką jest macierzyństwo, mówi wprost. Wprost też pokazuje ból macierzyństwa utraconego. Utraconego na dodatek na własne życzenie. Bo ważniejsze i przyjemniejsze były podróże, czy kolejne awanse.

Fundacja Mamy i Taty demaskuje przy okazji kłamstwa współczesnej kultury. Kłamstwa dotyczące choćby tego, ze na dziecko zawsze jest czas. Tymczasem biologii nie da się oszukać, a płodności kupić nawet za największe pieniądze.

Kampanię bardzo krytykują kobiety. Co takiego stało się z Wami kobietami, że tak bardzo zabolał Was przekaz Fundacji Mamy i Taty? Dlaczego przypomnienie o tym, że ważną składową naszej kobiecości jest macierzyństwo, wywołuje takie emocje? A może dlatego, że spot dotyka bardzo wrażliwiej struny, którą za wszelką cenę współczesne kobiety próbują zagłuszyć (oczywiście nie wszystkie, bo to by było daleko idące nadużycie. Niemniej faktem jest, że kobiety coraz później decydują się na pierwsze i często jedyne dziecko). Bo dziś wartością jest wolność. Bo dziś liczę się ja. Bo dziś najważniejsze jest to, co mi poprawia samopoczucie. Życie ma być łatwe, lekkie i przyjemne. A dziecko, wiadomo. Płacze, spać nie daje, brudzi się i robi kupę. W sumie to jest nawet obrzydliwe. Nie, nie jest to moja opinia. To głos zasłyszany od tych pięknych, eleganckich kobiet, właśnie takich jak bohaterka spotu, który dziś rozgrzewa różnych komentatorów do czerwoności.

Fundacja Mamy i Taty nikogo nie obraża, nie dyskryminuje, nie piętnuje. Przypomina, faktycznie, w sposób bardzo mocny, że macierzyństwa nie można odkładać w nieskończoność. Bo ta nieskończoność to potem pustka i łzy. Wystarczy tylko przyjrzeć się kobietom trzydziestoparo-, czterdziestoletnim, które wiele osiągnęły, a do pełnego szczęścia brakuje im dziecka. To one często są pacjentkami ośrodków leczących niepłodność. Do tej pory wszystko im się udawało, a tu nagle dziecka mieć nie mogą. A właśnie w tej chwili chcą. I mści się biologia oraz lata przyjmowania antykoncepcji, która w organizmie kobiet sieje ogromne spustoszenie. Ale przecież trzeba się było zabezpieczać, bo dziecko by pokrzyżowało plany. A teraz kobieta chce, a tu nic. Kolejne próby. I nic. Za późno. Parę lat wcześniej byłoby pewnie łatwiej.

Kobiety te płacą ogromną cenę za to, że uwierzyły, że na dziecko zawsze jest czas. Wystarczy spojrzeć na dane medyczne, by zobaczyć, że przekaz, który niesie spot Fundacji Mamy i Taty, nie jest przeciw kobietom. Zdrowa trzydziestoletnia kobieta ma co miesiąc 20 proc. szansę, by zajść w ciążę. Czterdziestolatka – ma tylko 5 procent szans. Jeśli kobieta zachodzi w ciążę w wieku 38 lat – to dane American Society for Reproductive Medicine – ryzyko poronienia wzrasta trzykrotnie, dwukrotnie wzrasta liczba urodzenia dziecka martwego, a aż sześciokrotnie ryzyko urodzenia dziecka z wadami genetycznymi. Do tego należy dodać jeszcze zagrożenie przedwczesnym porodem. Z kolei „Journal of Psychosomatic Obstetrics and Gynecology” przytacza dane, z których wynika, ze kobiety leczone z powodu bezpłodności (także tej związanej z coraz późniejszą decyzją o macierzyństwie) w takim samym stopniu narażone są na stany nerwicowe oraz depresyjne jak pacjenci, u których zdiagnozowano raka lub choroby serca.

Żeby przekaz dotarł do odbiorów, musi zwracać uwagę i szokować. Ten Fundacji Mamy i Taty taki właśnie jest. I pewnie można dyskutować nad jego wykonaniem, roztrząsać, czy stać pracującą w Polsce kobietę na taki dom, albo czy ma pieniądze na podróż do Tokio. Nie to jest jednak istotą spotu. Istotą jego jest bowiem przekonanie kobiet, by nie ulegały kłamstwom i złudom współczesnego świata, w którym dla dzieci jest coraz mniej miejsca. To, co kobiety zrobią z własnym życiem, ich sprawa. Tylko niech potem nie żałują swoich decyzji, jak bohaterka spotu. Bo żadna matka nie żałuje, że urodziła swoje dzieci, albo że ma ich za dużo. Niejedna natomiast kobieta cierpi z tego powodu, że macierzyństwo odkładała na wieczne nigdy.

Fundacja Mamy i Taty zrobiła dobrą robotę. Mam nadzieję, że nie wycofa się ze swojej kampanii pod wpływem feministyczno-lewckich ataków. Kampanie takie zawsze spotykały się z niechęcią środowisk feministycznych. W 2001 roku stowarzyszenie American Society of Reproductive Medicine sponsorowało kampanię „Chroń swoją płodność”. Reklamy mówiły także o tym, że powodem niepłodności może być wiek matki. Zostały one oprotestowane przez amerykańską Narodową Organizację Kobiet jako obrażające uczucia tych kobiet, które chcą opóźnić macierzyństwo lub z niego całkowicie zrezygnować. Wiele podmiotów ugięło się pod feministycznym protestem i kampania umarła śmiercią naturalną. A wraz z nią umarła prawda. Mam nadzieję, że dziś prawdę o macierzyństwie usłyszą polskie kobiety i zadadzą sobie pytanie, czy złość, którą wywołuje spot, nie wynika przypadkiem z faktu, że nie zrealizowały się one jako matki. Bo zawsze było coś ważniejszego.
Trwa ładowanie komentarzy...